„Zostanie tyle gór ile udźwignąłem na plecach” ….. chyba raczej ile mam w nogach :)

Są takie miejsca w Bieszczadach, które ponownie przejęła Natura, które kryją wiele tajemnic i nieopowiedzianych historii. Gdzie czas zatrzymał się wiele lat temu, a bolesną historię pamiętają jedynie wielowiekowe pokrzywione drzewa, które były świadkami radości, uśmiechów, ale też łez i rozpaczy. Które pamiętają tętniące życiem bieszczadzkie szlaki i wsie, ale też moment, gdy wszystko się tutaj zmieniło z dnia na dzień – bez wytłumaczenia, i nigdy nie było już takie, jak kiedyś. Opustoszałe bieszczadzkie wsie, jest ich wiele ….. a to wszystko, co po nich pozostało musiało stawić czoło ludziom, którzy niszczyli, dewastowali, kradli, palili…. tak na prawdę, nie ma już nic…poza pamięcią. Zastanawiam się dlaczego tak? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź 😦 …

Dzisiaj pozostały po nich ślady w postaci ruin cerkwi, cmentarzy, przydrożnych krzyży, zdziczałych jabłoni i czereśni….. Są to miejsca niezwykle tajemnicze, o którym wciąż bardzo mało się mówi a odnalezienie ich dla (ciekawego) turysty, często nie jest łatwe. Poza tym potrzeba chęci i sporego wysiłku. Prowadzą do nich drogi szutrowe, drogi dziurawe jak ser szwajcarski (samochód nie dojedzie, chyba że terenowy), ścieżki zarośnięte wysoką trawą – szlaki słabo oznakowane, są one głęboko ukryte w górskich dolinach i nadal pozostają dzikie, pozbawione tłumów … I niech tak zostanie.

W tym roku postanowiliśmy koniecznie odwiedzić miejscowość Krywe nad Sanem (powstała na prawie wołowskim przed rokiem 1526r) , która jest  jedną z najpiękniejszych opuszczonych wiosek w Bieszczadach. Położona malowniczo pośród wzgórz, łąk i lasów, Tutaj też najlepiej zachowane są ruiny dawnej wioski (fragmenty fundamentów, piwnic ale widoczne tylko wczesną wiosną, kiedy górska zieleń dopiero się odradza, teraz trawy sięgały do ramion i zakryły wszystko). Nad wioską, na wzgórzu górują ruiny cerkwi pw. św. Paraskiewii. Jest to niezwykłe miejsce…wokół cisza i jakaś magia. Bolesna historia wioski połączona z nieprawdopodobną urodą miejsca „paraliżują” chyba każdego, kto tutaj dotrze…. musowo jest przysiąść na dłuższą chwilę zadumy.

Cerkiew w Krywem….dostać się tutaj nie jest łatwo ale gdy się tu dotrze zostawia się coś swojego, chyba kawałek serca 🙂
„Cóż że za tobą płaczą
cerkiewne kopuły
one jakby do smutku nawykłe
tkwią w spokoju
jeszcze tkwią
unieruchomione serca dzwonów
nienawykłe do bicia
ani przeszczepu” **

„Wczoraj zdmuchnięto
płomień świecy
ostatnią kopułę
zdarto z wieży
a święci tak daleko”**

„Tu w każdym miejscu
ikonostas lasu
zanosi modły
za ludzi
bez ludzi”**

Zawsze w takich miejscach najtrwalsze są cmentarze, które świadczą o tutejszej różnorodności mieszkańców.
„Porozmawiać z wiatrem
najprościej
bez słowa zrozumiesz
duszę pól” **

To była taka nasza prawdziwa przygoda bieszczadzka z dreszczykiem emocji (parę dni wcześniej nasza Kasia spotkała na tej drodze niedźwiedzia, my spotkaliśmy jedynie jego ślady, za to z daleka obserwowaliśmy dwa piękne żubry-na zdjęciu wyszły słabo, małe plamki )….Dzisiejsze Krzywe ma jednego mieszkańca – p Stanisława Majsterka, który przyjechał w Bieszczady zaraz po maturze, w maju 1977 r. i został tu (ciekawa jest jego historia oraz jego żony Antoniny, która prowadziła gospodarstwo Agro „u Tosi”, niestety zmarłej tragicznie w 2015. Państwo Majsterkowie ślub brali właśnie w tej cerkwi ( https://www.youtube.com/watch?v=rRL4f466oNQ ) a na cmentarzu jest grób p.Tosi, z częścią Jej prochów )

Zanim wyruszyliśmy z Zatwarnicy do Krywego, zatrzymaliśmy się w bardzo ciekawym miejscu na kawę … W odrestaurowanym drewnianym budynku stajni koni huculskich urządzono kino niszowe „Końkret” zaś w „Cafe Końsekwencja” można napić się dobrej kawy lub herbaty i zjeść pyszne, domowe ciacho, pooglądać historyczne eksponaty a także nabyć piękne przedmioty (ceramika, hafty…smakołyki), wykonane przez właścicielkę p. Jolę oraz innych lokalnych artystów. Panuje tutaj wyjątkowy klimat, stworzony przez dwójkę wspaniałych ludzi z pasją, którzy wykupili wcześniej dzierżawiony przez nich park konny w Zatwarnicy. Był to ostatni park konny spośród kilkunastu, jakie kiedyś funkcjonowały w Bieszczadach. Miejsce to powstało z miłości do konia… KINA, historii i tajemniczych Bieszczadów. jak się tam wstąpi trudno iść dalej 🙂

A stąd niedaleko już (miły spacer ok.800m) do wodospadu Szepit na potoku Hylatym ( w Bieszczadach mało jest wodospadów, ten jest największy) 🙂

W Bieszczadach spotkać można wiele niesamowitości i „dziwności”…jak np. Kocią turystkę. Wędrowała z panem w plecaczku 🙂

Opuszczałam Bieszczady i „Dziki dom/” z łezką w oku (autentycznie 😦 ) , w drodze do domu postanowiliśmy jeszcze zajrzeć do Sanoka, to bardzo ciekawe miasteczko z wieloma atrakcjami, tylu bym się nie spodziewała. Niestety nie mieliśmy dużo czasu, więc musieliśmy się ograniczyć. Wybraliśmy zamek i mieszczące się w nim Mu­ze­um His­to­rycz­ne, w któ­rym prócz ar­che­olo­gicz­nych ar­te­fak­tów, zbio­rów mi­li­ta­riów, ga­le­rii rzeźb i obra­zów na szcze­gól­ną u­wa­gę za­słu­gu­je cen­na wy­sta­wa sztu­ki cer­kiew­nej o­raz uni­ka­to­wa, ko­lek­cja prac Zdzi­sła­wa Bek­siń­skie­go.

Zamek królewski w Sanoku (wzmiankowany już jest w 1150r)

Nie przepadam za dziełami Mistrza ale mnie intrygują. często zadziwia mnie jak w Jego obrazach współgra jednocześnie brzydota i piękno, tragizm i persyflaż, biologizm i metafizyka. Poza tym dostrzegam jakiś rodzaj „walki” -,chaotycznej….. Patrząc na nie miałam w głowie to co kiedyś powiedział Beksiński : „W moim przypadku tylko beznadziejna walka ze śmiercią i przemijaniem jest motorem twórczości…” to wiele mi tłumaczy
natomiast lubię jego fotografie … to niekonwencjonalne potraktowanie kadru, pozy i ciekawej kompozycji. I taki inne różne „sztuczki” 🙂
Muzeum Historyczne w Sanoku posiada imponującą kolekcję ikon.

Jeszcze spacer po ładnym sanockim Rynku ….

Osiemnastowieczny ratusz miejski

Potem obiad w Starym Kredensie i … w drogę. Kierunek Sandomierz i wizyta u Pana Jurka na włościach w Winiarkach, i długie nocne rozmowy pod rozgwieżdżonym niebem. Do domu coraz bliżej…

smacznie było ( lokal po kuchennych rewolucjach 🙂 )

Czerwiec dobiega końca. Jaki był? Cudowny jak zawsze. Narodziło się w nim lato a teraz szybko dojrzewa. Nastał czas na przyjemności, nieoczywiste doznania i rozpieszczanie siebie 🙂 … i na podróże do „innych światów”….. Od kilkunastu dni letni skwar, upał zamieszkał w pokojach, ja sobie radze, rośliny nie ,SUSZA 😦

** fragmenty wierszy Wł.Grabana

Reklama