Prezent w maleńkim pudełku z wielobarwnymi wstążkami

A każda „wstążka” piękna i znaczyła co innego…. Z okazji naszej rocznicy ślubu dostaliśmy od Dzieci niezwykły prezent – tydzień w Bieszczadach. Nie sadziłam, że tak szybko tam wrócę, byłam tam zaledwie 1,5 roku temu! …. Najpiękniejsza, największa „wstążka” prezentu to Bieszczady ale druga też była niezwykła – nasze miejsce zamieszkania. A miejsce to jest jedyne takie w całych górach, inne niż wszystkie, jedyne takie w Polsce (prawdopodobnie). To „Dziki dom” w Wetlinie, własność Kasi i Rafała, którzy cztery lata temu sami go wymyślili od A do Z (nie są budowlańcami). Łatwo do niego trafić, CAŁY dom pokryty jest strzechą, urządzony z miłością do natury. Jakże pasuje do tego miejsca, gdzie stoi…. Dzikość jest jego kluczem, (a ta dzikość płynie też we krwi Kasi-to potomkini Łemków, urodziła się w Zagórzu). „Dziki dom” jest ekologiczny, nie ma tu wystających elementów – tak jak tradycyjna bojkowa chyża – żadnych schodów, ganeczków, poręczy, balkonów czy wykuszy. Pełen minimalizm…. a okna są tak umieszczone i dobrane wielkością, by goście mogli przez nie patrzeć na tą cudną okolicę, jak na obraz. Na etapie projektowania domu Kasia i Rafał wiele godzin spędzili w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, po to by mogli poczuć klimat nieistniejących już zabudowań a następnie wprowadzić go do swojego wymarzonego domu.

Dziki Dom o zachodzie słońca. Dawniej na tym miejscu stała stodoła, zbudowana częściowo z cegły. Nie dało się jednak niczego wykorzystać…..ostatecznie zachowano jej bryłę
wchodź Gościu, śmiało. jesteś tu mile widziany 🙂

Altana dumania 🙂

A teraz wnętrze domu …oprócz mieszkania właścicieli (którzy mają dwóch uroczych „Dzikusków” – Rysia i Lwa ) znajdują się w nim trzy butikowe apartamenty- Kopry (nasz), Motyle i Dzika Babka- mogące łącznie pomieścić 14 osób. Dekoratorką wnętrz była Kasia, która posiada jakiś nie ósmy a dziesiąty zmysł, jeśli chodzi o wydobywanie piękna, estetyki …i niezwykłą umiejętność połączenia (zbalansowania) nowoczesności, luksusu i prostoty. Zwolenniczka naturalnych materiałów postawiła na lokalne manufaktury, o których nikt nie słyszał, na produkty z regionu. We wszystkich apartamentach zachwyca mosiężna armatura łazienkowa Drummonds z Sanoka ( firma znana na angielskim dworze – taką samą wannę jak w apartamencie Motyle ma królowa angielska), przepiękne drewniane podłogi, klamki ze szkłem z Murano, niezwykłe lampy oraz malowidła na ścianach (graffity), które są dziełem lokalnego artysty. Jeśli czegoś nie mogła znaleźć wymyślała sama a potem zlecała lokalnym artystom – rzemieślnikom do wykonania (np. bardzo funkcjonalne łóżka). Każdy element w pokoju jest przemyślany i jest po coś – i do użytku gości. 🙂 Mieszkanie w otoczeniu tych cudownych przedmiotów koi, pieści zmysły, dodaje energii i wzbogaca. O samych Właścicielach mogłabym napisać jeszcze raz tyle. Cudowni, Wspaniali Ludzie, których … po prostu pokochałam, tak to jest miłość. 🙂

klamki

Powitanie…luksus i prostota 🙂
i jeszcze deserek na „dzień dobry” – fondant czekoladowy
sny pod koprami odtwarzały świat każdej nocy 🙂

nasza łazienka

łazienka apartamentu Motyle
Żyrandol inspirowany naturą -ptaki
ogromny żyrandol wianek

A ta energia była potrzebna, bo pogoda (cały czas słoneczna) nie pozwalała byśmy odpoczęli o wędrówek i leniwie spędzali czas w tym uroczym zakątku „Dzikiego Domu”, poza tym byliśmy tam przede wszystkim turystami, nie wczasowiczami 🙂 🙂 …. Nasz pobyt przypadł w bardzo dobrym czasie – tuż po wielkim weekendzie i jeszcze przed wakacjami- zatem było bardzo mało ludzi. A Bieszczady latem są zjawiskowe, z błękitnym niebem -”niebiańskie zarazem niebieskie” – soczystą zielenią, kwitnącymi łąkami, zapachami, miłym chłodem bukowych lasów, długimi dniami i uroczymi zachodami słońca, z czarem nocnego nieba i śpiewem drozdów o każdej porze dnia – tylko wędrować, wędrować aż do utraty tchu (nie raz tak było 🙂 ), i zawzięcie chłonąć to nadprzyrodzone piękno.

w dali zielona Połonina Wetlińska, jeszcze trochę i trawy pożółkną
bieszczadzkie lato….”Tak lekko płynie w nas to lato
jakby biedronki nim powoziły”
żadna nasza wycieczka nie kończyła się zgodnie z planem, zawsze była wydłużana, ( a bo na przełęcz to jeszcze tylko 30 minut. bo tam tak pięknie, bo to trzeba zobaczyć jak już tutaj weszliśmy, bo przecież nie będziemy wracać tą samą drogą itp, itd )
spod nóg runął pejzaż
który zaspał w trawie
są góry, jest droga, ja na niej … nic więcej
„Pejzaż horyzontalny
Horyzont różny niebanalny”
W Bieszczadach po schodach (moje przekleństwo)…podobno to dla dobra przyrody
Tą terenówką Kasia zabrała nas na offroadową jazdę, na zjawiskowy zachód słońca i spotkanie z owieczkami i kozami p. Stasia. Ale to była jazda !!!!
To jedyne stadko owiec w Wetlinie …częściej spotyka się tutaj krowy i kozy
dostojny cap 🙂
bieszczadzka koza, będzie serek
Po sąsiedzku – „Chata Wędrowca …. i wreszcie bez tłumów można było delektować się jej klimatem a przede wszystkim naleśnikiem Gigantem ( my w wersji średniej a i tak było trudno go pokonać 🙂 )
Naleśnik Gigant z jagodami – przepis p. Roberta …od 2013 r. zastrzeżone w Urzędzie Patentowym RP

Nie było żadnych moich „fobii” 🙂 – burzy ani żmii na szlaku. Czuło się czasem „niedźwiedzi oddech” ale na szczęście spotkania tête-à-tête nie było.

W Bieszczadach ma się poczucie, że ludzie są bliżej siebie. Więcej tutaj życzliwości i miłych gestów (chęci pomocy) – zarówno „tubylców” jak i turystów. Napisałam tubylców w cudzysłowie bo przecież wiadomo, że mieszkają tutaj ludzie Zewsząd. Kasia powiedziała mi, że w Wetlinie zna tylko JEDNEGO człowieka Stąd, reszta mieszkańców to „desant”, często jakże oryginalny, który ubarwia to miejsce, tworzy legendy i historię.

Wywietrzyłam głowę, wzięłam oddech od cywilizacji, wynurzałam się w prawdziwym lecie, tak jak pragnęłam, zostałam przez nie dopieszczona … starczy mi tego na trochę ale przecież to dopiero cząstka moich wakacji, dopiero lato się zaczęło. Zostało marzenie, by tam jeszcze wrócić kiedyś i …wejść na Kremenaros, na Rawki, napić się wina prosto z „pipy” w Siekierezadzie i spotkać Zdzicha w Jego sklepie 🙂 … no i oczywiście pomieszkać w „Dzikim Domu”.

Jak wspomniałam nasz prezent miał kilka wstążek więc jeszcze parę ich rozwiązałam i opowiem. 🙂

PS. Więcej o „Dzikim Domu” można poczytać w internetach. Pismo „Weranda” niedawno tam gościło więc w nowym numerze zapewne będzie o nim sporo dobrego. 🙂

Reklama

2 myśli na temat “Prezent w maleńkim pudełku z wielobarwnymi wstążkami

Możliwość komentowania jest wyłączona.